Zobaczyłam w tym śnie tę część mnie, dla której życie zawsze znajduje rozwiązanie

W nocy z niedzieli na poniedziałek śniło mi się, że wypadły mi zęby. Mogłam wyciągać je dziąseł jeden po drugim, bez żadnego wysiłku. W pewnym momencie wypełniły mi całą dłoń, a ja zszokowana pobiegłam do Męża, by szukał namiarów na dentystę. Nagle pojawiła się moja nieżyjąca Babcia, która wyglądała całkiem młodo, świeżo, miała ładnie pofarbowane włosy na rudo i tak patrzyła na mnie ze spokojem, a ja bez zastanowienia, w przypływie olśnienia, zapytałam ją o sztuczną szczękę… 

Po przebudzeniu pomyślałam, że to zły znak. Jednak, gdy pogrzebałam w sennikach i różnych interpretacjach snów plus dodałam własne przemyślenia, poczułam, że to symbol pożegnania się ze starą zalęknioną dziewczyną, która od lat kręciła się w kółko. Dzisiaj buduję struktury swojego biznesu, o którym marzyła od bardzo dawna. I chociaż różne lęki pukają do Jej drzwi, to obiecała sobie, że codziennie będzie podsycać swoją ekscytację, odsyłając umniejszające myśli na Księżyc. Działa. A na trudniejsze chwile zatrudniłam Męża i Przyjaciółkę, którzy przypomną mi, po co to robię. 

Zobaczyłam w tym śnie tę część mnie, dla której życie zawsze znajduje rozwiązanie. Tę, która nie musi się już siłować, a ma być, ufać, przyjmować. Sama Babcia z zaświatów przybyła mi o tym przypomnieć. A parę dni wcześniej wspominałam o Niej mojej Córce przy okazji nauki gry w remika…

I wiesz… wszystko mi się to pięknie spina. Pisałam w grudniu o moim dealu z Bogiem. Poszłam za ciosem i zleciłam Mu oczyszczanie mnie z negatywnych przekonań, gdy śpię. Moja formułka przed snem brzmi mniej więcej tak:

“Boże, oczyść moją podświadomość i uwolnij moje ciało z wszystkich zapisów, które obniżają poczucie mojej wartości, które wzbudzają mój lęk przed oceną, które trzymają mnie w rodowych programach ciężkiej pracy…”

Wymieniam tam więcej konkretnych przykładów, ale nie chcę zdradzać wszystkich czułych punktów 😉 i idę spać. Odkąd to robię zaliczyłam przeziębienie, bóle zatok, pms, sen z Babcią, napływ wielu pomysłów, których nie nadążam zapisywać, a moje połączenie z Boskością sprawia mi wielką coraz większą frajdę. 

Czuję te napierające z mojego wnętrza zmiany i urzeczywistniam je w swoim świecie. I wow, jestem pod wielkim wrażeniem tego, do czego jestem zdolna! Bo wiesz… moim schematem przez lata było poddawanie się. Ale nie poddawanie się nurtowi życia, tylko poddawanie się w sensie podcinania sobie skrzydeł, umniejszania sobie, wycofywania się. 

Dlatego styczeń mianowałam słowem NARODZINY

Zobaczyłam ten początek Nowego Roku jako duży przełom i to nie tylko na papierze, nie w moich marzeniach, nie w postanowieniach, ale już w formie bardzo namacalnej. Zobaczyłam go w moich oczach. I poziomie libido 20-letniej siebie 😉

Wiesz… w ten stan włożyłam parę lat mojego życia. Parę lat zadawania pytań, podejmowanie prób, robienia kroku na przód, po czym trzech w tył. A gdy w końcu opuściłam tę siłownię, poczułam wielką ulgę. I narodziłam się na nowo. Niby nowa, a jednak stara. Bo połączona ze swoją prawdą, ze swoją misją, z uczuciem ekscytacji.

Pojawiam się dzisiaj w Twojej skrzynce z pytaniem:

„Na jaką siebie czekasz?”

I z tym Cię dzisiaj zostawiam. 

Podziel się swoimi przemyśleniami
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze
Jeśli moje teksty wnoszą do Twojego życia wartość, możesz wymienić się energią przez Suppi.pl. Dziękuję!

Nie wierz mi na słowo - sprawdź sama, czy
pisanie rozwojowe działa

5-dniowy eksperyment - "a co Ci szkodzi?"
5 ćwiczeń, które wykonasz w 10 minut i doświadczysz na własnej skórze tego,
czy pisanie jest dla Ciebie
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x