Dwa tygodnie temu pisałam o tym, że rozwój osobisty to droga samopoznania, na której warto korzystać z wielu narzędzi. Takich, które z Tobą rezonują, dają efekty, wspierają Twoją „pracę” wieloaspektowo.
Dzisiaj chcę ten temat poniekąd kontynuować, gdyż widzę nie tylko po sobie, ale również po wielu innych Kobietach to, jak łatwo wpadamy w wir szukania wiedzy. Ja też Jestem odkrywcą, mam naturę, która wręcz kocha zagłębiać się szczegółowo w nowe tematy. Nie chcę więc pozbawiać siebie frajdy z poznawania, bo to tak jakbym odcięła sobie dostęp do światła. Mam jednak takie przemyślenia, że proporcje w tym, ile wiedzy przyswajam, a ile rzeczywiście wcielam w życie, są zaburzone. Ałć.
Wiedza to duży krok w stronę siebie, lecz PRAKTYKA to ten, który robi prawdziwą różnicę.
Bardzo łatwo utonąć w oceanie książek. Równie łatwo przepaść w filmach na YouTubie. Podobnie z zachłyśnięciem się mądrą głową. Nie podważam wartości wiedzy i doświadczenia innych ludzi, sama ochoczo z nich korzystam.
Dostrzegam jednak, że nieustanna eksploracja ostatecznie odciąga moją uwagę od samej siebie.
Ilość przeczytanych bowiem książek nie przekłada się na jakość emocji, nie niweluje poczucia tęsknoty, nie rozpuszcza bólu w łopatkach. Nie rozwiązuje problemów, natomiast dostarcza pożywki umysłowi, który wiecznie nienasycony za chwilę chce znowu jeść. Osobiście realną poprawę samopoczucia odczuwam wtedy, gdy medytuję, tańczę, ćwiczę, leżę na kolcach, idę na masaż, regularnie piszę, wykonuję praktyki oddechowe…
Wiedza karmi umysł, a praktyka – duszę
Wiele razy dąsałam się na rozwój osobisty: „tyle dla siebie robię, a efekty, których pragnę ani widu, ani słychu.” Tyle, że „robię” trzeba umieścić w cudzysłowie, ponieważ „robię” NIE RÓWNA SIĘ biernemu czytaniu książek, odsłuchiwaniu podcastów w drodze do pracy, zerkaniu na YouTube w czasie gotowania. To wszystko jest fajne, wartościowe, daje do myślenia, wrzuca nam jakieś ciekawe tezy, odkrywa przed nami idee… ale nie wpływa na poczucie wewnętrznego szczęścia, które może dać nam tylko i wyłącznie bliska relacja ze sobą. Słuchanie swojej intuicji, rozumienie języka ciała, podejmowanie decyzji z poziomu serca. Tego nie nauczy nas świat zewnętrzny.
Jak Ty budujesz na co dzień relację ze sobą? Jakie masz rytuały? Co praktykujesz? Jestem bardzo ciekawa. Daj znać, a napisze o tym za tydzień.
P.S. Nie chcę pozostawiać Cię z myślą, że neguję wartość czytania i oglądania rozwojowych pozycji. Ja po prostu głośno zastanawiam się nad tym, co daje nam największą wartość.
DO NOTESU
Zapraszam Cię dzisiaj do wykonania następującego ćwiczenia:
Narysuj 3 kolumny: w pierwszej wpisz książki / filmy dotyczące rozwoju, które czytałaś / oglądałaś, w drugiej wpisz wartość, jaką wniosły do Twojego życia, a w trzeciej napisz, jakie praktyczne wskazówki zastosowałaś w swoim życiu po ich lekturze / objerzeniu.
Przyjrzyj się swojej tabelce. Czy warto dopisywać do niej kolejne pozycje?
Być może warto zatrzymać głód wiedzy Twojego umysłu na jakiś czas. Na miesiąc lub dwa i skupić się na praktycznym zastosowaniu tego, co już wiesz.

