Stan ruin to jakby dostać nowe czyste płótno, ale z tłem wypełnionym zgromadzoną mądrością

Pisałam ten felieton w myślach rozwieszając pranie na balkonie. Jakieś pół godziny wcześniej (pierwszy raz!) obejrzałam wystąpienie Elisabeth Gilbert (autorka „Jedz, módl się i kochaj”) sprzed 17 lat na TED. Opowiadała w nim o przebłysku geniuszu. O tym, jak z niego korzystać, ale i jak łapać dystans. Uwielbiam pisać z miejsca, gdy słowa same układają się w historię… Na balkonie słowa napierały w moją stronę, a ja w poddaniu odbierałam każde z nich, niecierpliwie przebierając nogami, aż usiądę do komputera.

„Ach, jak cudownie by było otrzymać taki błysk i napisać powieść” – rozmarzyłam się, wieszając mokre skarpetki.

Czy wyobrażasz sobie, że moja przyjaciółka aż do ostatniego wtorku nie wiedziała, że film „Jedz, módl się i kochaj” powstał na podstawie książki? (Największy mol, jakiego znam obok mojej Mamy i.. 11-letniej Córki.) Eh…

Moja relacja z tym filmem opisana by była na fb „to skomplikowane”. Bo zanim skategoryzowałam go jako „jeden z ulubionych”, miałam go za błahy, przewidywalny i naiwny. Musisz wiedzieć, że pierwszy raz oglądałam go wiele lat temu w czasach, gdy wszystko musiało mieć dla mnie większy sens, być pod prąd, a z mainstreamu kpiłam. Dziś jestem bardziej wyrozumiała, ale to pewnie dlatego, że wraz z wiekiem mam więcej w nosie. Też to obserwujesz, prawda? Jednak w tym powiedzonku, że kobieta jest jako wino, jest ziarenko prawdy 😉 a może całkiem dużo ziarenek!

W poniedziałek późnym popołudniem, przeżywając pod kocykiem, jakże przeciągający się tym razem, PMS, odpaliłam HBO i przepadłam na 2 godziny…

Odkrywająca główną rolę Julia Roberts poruszona zwiedzaniem rzymskiego Mauzoleum Augusta napisała w mailu kończącym związek takie słowa:

„Ruina jest darem. Ruina jest drogą do transformacji”.

Które z kolei poruszyły mnie…

Ruiny symbolizują dla mnie moment pomiędzy zakończeniem jednej historii a rozpoczęciem drugiej.

Z jednej strony starocie już się wyniosły, tudzież wykopałaś je za drzwi (tak, czasem należy im spakować walizkę). Z kolei z drugiej nie widać jeszcze drzwi do nowego. To takie stanie w przeciągu w oczekiwaniu na wiatr wiejący w dobrą stronę.

To jest dobry czas. Choć bywa wielkim „nie wiem”.

Historie prowadzące do ruin mają różne kalibry, jednak nie należy ich oceniać poprzez pryzmat „ciężkości”.

Czasem do „ruiny” prowadzi jedna sytuacja, która wstrząsnęła w posadach Twoim życiem i nie wiesz, co dalej. Czasem to jedno przekonanie, które w końcu wykasowałaś z podświadomości, robiąc miejsce na nowe słowa, których jeszcze nie znasz. A czasem to wyjście z programu rodowego ciągnącego się od pokoleń i… przytłaczająca swoboda działania pod tytułem: „co ja teraz ze sobą zrobię?”.

Stan ruin to jakby dostać nowe czyste płótno, ale z tłem wypełnionym zgromadzoną mądrością, prawda?

Oczekiwanie na nowe nie jest bezczynnością. To stan pozwolenia sobie na bycie w przejściu. Na zebranie tych wszystkich zasobów, które już masz, zrobienie porządków i odpowiedź na pytanie „co dalej”. Cisza, medytacja, modlitwa, zaduma to też działania. I to znacznie ważniejsze, bo tworzysz nimi projekt nowego zamku…

Jak to jest u Ciebie? U mnie ruiny przynoszące melancholię w połączeniu z rozmówieniem się z Bogiem, przynoszą najlepsze rozwiązania. Bywało, że wpadałam w kołowrotek działań, ale to nigdy nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Natomiast odpuszczenie — zawsze. 

Liz napisała dalej:

„(…) musimy być zawsze przygotowane na niekończące się fale transformacji.”

Czy to oznacza, że mój zamek będzie wciąż i wciąż popadał w ruinę, a ja będę musiała go wciąż i wciąż odbudowywać?

Cóż, myślę, że takie właśnie jest życie na planecie Ziemia. To jak spirala, którą raz pędzimy w górę po ruchomych schodach z turbodoładowaniem, innym razem szybujemy w dół niczym jesienny liść parę zwojów w dół.

Spójrz na cykl miesiączkowy, który jest takim bogactwem stanów, to jak przeżywanie ruin co miesiąc i rodzenie na świat nowego zamku.

Ukojenie pojawia się, gdy raz na zawsze pogodzisz się z myślą, że nic nie trwa wiecznie. No bo, czy to jest możliwe, by ruiny Cię omijały? Ruiny to pewna stała w życiu, które każdego dnia przynosi zmiany. 

Akceptacja krążenia po spirali wydaje się najlepszą opcją.

Zostawiam Cię dzisiaj z pytaniem o to, jak reagujesz na swoje ruiny: popadasz w rozpacz? chowasz się pod kołdrą? szukasz rozwiązań? czekasz aż samo się ułoży? Czekam na Twoją wiadomość jak co tydzień. 

Wszystkiego, co najlepsze

Lidia

Podziel się swoimi przemyśleniami
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze
Jeśli moje teksty wnoszą do Twojego życia wartość, możesz wymienić się energią przez Suppi.pl. Dziękuję!

Nie wierz mi na słowo - sprawdź sama, czy
pisanie rozwojowe działa

5-dniowy eksperyment - "a co Ci szkodzi?"
5 ćwiczeń, które wykonasz w 10 minut i doświadczysz na własnej skórze tego,
czy pisanie jest dla Ciebie
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x