Obrażałam się na rozwój osobisty wielokrotnie. Za każdym razem, gdy wydarzało się w moim życiu coś bolesnego, trudnego, wpadałam w złość, że cała ta praca nad sobą nic nie daje. Porzucałam idee na rzecz nowych, które mnie akurat zafascynowały. Zaprzestawałam jakichś praktyk, bo ktoś polecił mi inne. Wierzyłam w jedno, a robiłam drugie. Ciągle miałam poczucie jakiejś takiej niespójności, skakania po metodach.
Byłam głodna duchowego sukcesu.
To taki stan, gdy możesz siebie poklepać po ramieniu „świetna robota Lidia, spisałaś się, już uzdrowiłaś wszystko, co trzeba było uzdrowić, mission completed.”
Jednak taki stan nie może nigdy nadejść, jeśli Twój umysł jest nastawiony na szukanie kolejnych ran. Ja znajdowałam je non stop, tworzyłam z nich wielkie życiowe tematy, a następnie szukałam rozwiązań. Ach i kochałam mówić, jak to mam do zrobienia jeszcze to i tamto, bo to blokady, które mnie tak mocno trzymają. Ola boga!
Tak naprawdę, często jest to główny powód kręcenia się w kółko, zatrzymania na etapie „jeszcze tylko to”. Życie staje się wówczas niekończącym się procesem terapeutycznym.
Taką postawą dajesz „życiu” bardzo konkretny komunikat – nie jestem gotowa na szczęście, nie jestem doskonała, nie zasłużyłam jeszcze.
Życie więc odpowiada – dobrze, to pracuj więcej, to uzdrawiaj i naprawiaj się.
Dlatego ciągle pojawiają się tematy do przepracowania. Mówisz i masz.
A przecież energia przeznaczona na ciągłe uzdrawianie mogłaby być spożytkowana na kreowanie.
Odpuszczenie naprawiania siebie nie jest równoznaczne z odpuszczeniem uważności, obserwacji, postawą zaciekawienia samą sobą, fascynacji odkrywania tego, kim jesteśmy i co możemy wnieść w ten świat.
Ja praktykuję Czułą Strategię. Obserwuję siebie, reaguję na swoje potrzeby, mam kilka wzmacniających rytuałów, które sprawiają mi przyjemność, afirmuję, piszę w notesach. Czuła Strategia jest o pogłębianiu relacji ze sobą. Owszem – czasem to wyhaczanie niesłużących przekonań i ich zmiana. Czasem to dostrzeżenie trigerrów i refleksja nad tym, dlaczego. Czasem usłyszenie wołania z ciała i zaopiekowanie się tym.
Jednak to zdecydowanie nie jest tkwienie w myśleniu, że jestem do naprawy. I że dopiero po naprawie spłynie na mnie złoty deszcz wszelkiej obfitości.
Duchowy sukces to dzień spędzony w zgodzie ze sobą, w poczuciu miłości do siebie, to te drobne momenty odkryć, urzeczywistnień zmian, to wtedy, gdy idziesz za głosem serca, gdy przeżywasz życie tak, jak lubisz.
Tego Ci dzisiaj życzę.
DO NOTESU
Wiesz już, czego nie chcesz, stworzyłaś wizje dla najważniejszych aspektów swojego życia, napisałaś, kim musisz się stać i co zmienić, by te wizje urzeczywistnić. Jesteś gotowa na ćwiczenie numer 4.
Ćw. 4.
Dzisiaj pójdź o krok głębiej i zapytaj siebie, co musisz porzucić, zostawić, by te wizje mogły zaistnieć. Często jest tak, że pragnąc czegoś bardzo mocno, szukamy sposobów na to, jak to otrzymać. Uwieszamy się na narzędziach, metodach, na tym, co jeszcze mogę zrobić, wprowadzić. Rzadziej natomiast zastanawiamy się nad tym, czego już nie robić. Nowa tożsamość = porzucenie starej tożsamości.
Być może nowa Ty nie traci czasu na scrollowanie SM -> odpala instagram, tylko po to, by dodać wartość. Nie wyleguje się w łóżku rano -> wstaje wcześniej i wykonuje ćwiczenia regulujące układ nerwowy. Nie kanapuje do 24 w nocy oglądając seriale -> pisze w notesie swoje przekonania.
Weź pod lupę swój dzień. Czego więcej nie powinnaś robić, bo Ci nie służy, nie zasila, nie dodaje energii? Możesz wrócić do zapisków z ćwiczenia 1.

