Jesteśmy tymi, które pytają po co i „aha”

Ostatni tydzień obfitował u mnie w emocje, trudne sny, dziwne zdarzenia, a nawet chwilę grozy… Opowiem Ci o dwóch największych OLŚNIENIACH.

O krok od kolizji

Zarażona zainteresowaniem do koreańskich seriali przez Mamę i Siostrę, wyciągnęłam w weekend Rodzinę na Festiwal Azjatycki. W swoich wyobrażeniach widziałam gejsze witające nas przy drzwiach, dekoracje z kwitnących wiśni, a w tle słyszałam muzykę relaksacyjną w stylu ambient sound.

Cóż, moje rozczarowanie było ogromne. Straszny hałas, ludzie przeciskający się między stoiskami z jedzeniem, a ci, który wystali swoje w kolejce musieli jeść na kolanach. Wyszliśmy natychmiast uznając, że podjedziemy MPK na obiad do naszej ulubionej knajpy na Kazimierzu.

Autobus był przepełniony poza samym przodem obok kierowcy. Tyle, co zdążyłam kupić bilet i schować telefon do torebki, gdy zorientowałam się, że tkwię przyklejona do rogu przedniej szyby, na mnie półleżąco opiera się inny pasażer, a na podłodze leży starsza kobieta z krwawiącym nosem. Kierowca gwałtownie zahamował zatrzymując się w odległości kilku centymetrów przed samochodem, który nie wiedząc czemu nagle zatrzymał się na środku drogi. Jego refleks zapobiegł wypadkowi. Skończyło się na moich siniakach i stłuczeniu kolana.

„Zacna Czytelniczko” (jestem w klimacie Bridgertonów), niezmiernie Ciekawi mnie Twoja interpretacja. Co Życie chciałoby Ci powiedzieć w takiej sytuacji? Przed czymś ostrzec? O czymś przypomnieć? Nie zapytałam Boskiego Ja „dlaczego”, ale „po co”. Dostałam odpowiedź dotyczącą wartości życia samego w sobie i bym nie była tego taka pewna, że nic nigdy mi się nie przytrafi. I nie chodzi tutaj o wzbudzenie w sobie lęku, ale o to, by żyć pełnią i w prawdzie. 

Kobieta taka jak Ty nie boi się śmierci, ale tego, że nie przeżyje życia tak jak pragnie, prawda?

Zmagania zamiast odpuszczenia

Przez kilka dni zmagałam się z konfiguracją wtyczki na stronie u mojej Klientki. Wykonałyśmy wiele telefonów, pisałyśmy maile do BOKu, jednak odbijałyśmy się od zamkniętych drzwi. Poczułam już naprawdę sporą dawkę frustracji, zmęczenia i przepalania przewodów w umyśle. Krok dzielił mnie od poddania się w poszukiwaniu odpowiedzi, gdy zobaczyłam WIELKI niebieski przycisk „connect to your google account”. Przycisk nie pojawił się w magiczny sposób, był cały czas w tym samym miejscu. Aż trudno zliczyć, ile razy sprawdzałam te ustawienia…

Weszłam w męski tryb pracy – „muszę to zrobić”, „muszę znaleźć rozwiązanie” i zamiast odpuścić zapętliłam się w spirali działań podsyconej emocjami. Dostałam za to po nosie tracąc czas, energię, tworząc w sobie niepotrzebne napięcie. To są takie sytuacje, w których myślisz, że już tak świetnie Ci idzie, aż nagle wywala coś do przetransformowania. I świetnie.

Tutaj miało być podsumowanie. Ale napiszę tylko tyle: doceńmy to, że jesteśmy Kobietami, które potrafią wznieść się ponad takie różne dziwne sytuacje, popatrzeć na nie z góry, z jak najszerszej perspektywy i dostrzec w nich swoje „aha”. Czasem to doszukiwanie się sensu jest upierdliwe, ale ostatecznie, to my cały czas wzrastamy uważne na siebie i to, co się nam „przytrafia”.

Podziel się swoimi przemyśleniami
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze
Jeśli moje teksty wnoszą do Twojego życia wartość, możesz wymienić się energią przez Suppi.pl. Dziękuję!

Nie wierz mi na słowo - sprawdź sama, czy
pisanie rozwojowe działa

5-dniowy eksperyment - "a co Ci szkodzi?"
5 ćwiczeń, które wykonasz w 10 minut i doświadczysz na własnej skórze tego,
czy pisanie jest dla Ciebie
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x