Jak zamanifestowałam zlecenie za 100 tys zł

Chcę się z Tobą dzisiaj podzielić case study urzeczywistnienia mojego pragnienia dzięki pracy ze słowem.

Otóż badam ostatnio zależności pomiędzy: moim samopoczuciem, przeważającą ilością myśli, regularnością w praktykach, momentami w cyklu, stanem mojego ciała a tym, co dzieje się wokół mnie.

Sprawdzam, jak duży wpływ na manifestacje ma mój nastrój, czy np. w stanie obniżonego nastroju, mogę świadomie wybierać pozytywne myśli i czy one wystarczą…

Okazuje się, że tak. Zauważyłam, że moje samopoczucie nie odegrało znaczącej roli w tym, by zamanifestować moje pragnienie. Nie musiałam „wysoko wibrować”, chodzić z uśmiechem na twarzy, wywoływać sztuczną radość (choć bez wątpienia lubię się tak dobrze czuć :)).

W lato miałam bardzo osłabioną energię, ale mimo to dużo pracowałam wewnętrznie – każdego dnia pisałam, afirmowałam, ćwiczyłam powtarzając określone sformułowania, miałam cały czas uważność na swoje myśli, które aktywnie zmieniałam, czasem nawet zalana łzami.

Mimo złego samopoczucia to, co wówczas chciałam urzeczywistnić, zamanifestowało się 2 miesiące później.

Kluczem były słowa, których z uporem maniaka się trzymałam. Myślane, mówione, pisane. 

Konkret:

Mieliśmy w październiku zacząć stałą współpracę z kontrahentem, który oferował wiele mieszkań do wykończenia. Gdy padła ta propozycja w sierpniu, w mojej głowie zrodził się obraz tego, jak prowadzę firmę, jak wpływają mi pieniądze za te zlecenia, jak po prostu wszystko się pięknie układa. Karmiłam ten obraz codziennie. I klops. Okazało się, że w ostatecznej wycenie warunki umowy są bardzo zaniżone i nie możemy się na nie zgodzić. Nie poddałam się temu, nie rozpaczałam, ale wciąż wytrwale tworzyłam zasiane obrazy. Któregoś wrześniowego dnia zadzwonił telefon. Miły męski głos mówi, że nasza strona wyświetliła mu się jako druga w Google (co jest niemożliwe patrząc na algorytmy, pozycjonowanie itp), byłam tym mega zaskoczona, ale uradowana – jest nadzieja! Pojechaliśmy na spotkanie, wszystko super, relacja od razu na „ty”, a jednak nasza wycena spotkała się z odmową. Kolejny klops. Ale ja i tym razem się nie poddałam – widziałam jak podpisujemy umowę z tym gościem. Nagle po około 2 tygodniach dzwoni, że jednak chce z nami współpracować, że przeprasza za zamieszanie i poczeka na wolny termin. W poniedziałek zaczynamy. Założyłam firmę, na moje konto będą za nie wpływać pieniądze i mogłabym w ogóle nie pracować przez kolejne 3 miesiące. Udało się, prawda?

Wszystko to, co robiłam, to skupiałam się na konkretnych myślach, gadałam do siebie na głos, pisałam w notesie + postanowiłam, że już kończymy z moją Duszą te zabawy w przetrwanie i teraz lecimy z lekkością i przyjemnościami.

ROBIŁAM NAJLEPSZY UŻYTEK ZE SŁÓW.

Wiesz, takie sytuacje, a właściwie ciągi zdarzeń budują w nas poczucie pewności, że to działa. Że naprawdę tworzymy świat słowami. Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości. 

Natomiast zauważam tutaj klika zasad, których trzeba się trzymać (przynajmniej w moim życiu):

1. Trzeba być wytrwałym w tym, co chce się urzeczywistnić. Nie rezygnować, gdy wydaje nam się, że coś nie idzie po naszej myśli. Bo dzieją się naprawdę nielogiczne wydarzenia, które umysłem wkładamy do szuflady „niemożliwe”.

2. Trzeba działać na paru frontach. Ujednolicać to, kim się jest, co się myśli, mówi i co się robi. Musi być tutaj spójność, jasność.

3. Odpuszczać sposób, w jaki nasze pragnienie ma się urzeczywistnić. Nie uwieszać się, że coś ma się wydarzyć tak i tak. Życie zawsze znajduje rozwiązanie, drogę, formę. 

4. Nie skupiać się na tym, że coś robię źle, coś muszę uzdrowić, przepracować, naprawić, bo bez tych rzeczy nie da się nic zamanifestować. Wiem z autopsji, że wcale nie trzeba. Z pewnością im lepiej się czujemy, im jest większa lekkość w ciele, większy luz, to idzie łatwiej, bo umysł chętniej chłonie to, czym go karmimy, ale nie jest to przeszkodą.

Manifestacja to nie jest widzimisię. To jest proces, który nieustannie się dzieje, czy tego chcemy czy nie chcemy. To nie jest nagroda dla wybranych, dla najbardziej uduchowionych. To naturalna funkcja naszej podświadomości, która wyświetla film zgodny z zapisanym scenariuszem. A scenariusz to ehm ehm… słowa. 

No i to chyba tyle. Chciałam się tym z Tobą podzielić, ponieważ interesuję się tymi tematami od paru lat, ciągle poszerzam wiedzę, praktykuję i widzę, że to jest prostsze niż się wydaje. Prostsze niż można wyczytać w Internecie.

Serdeczności.

DO NOTESU

Kontynuujemy serię ćwiczeń związanych z rozpisaniem swojej nowej tożsamości. Jak poszło Ci ćwiczenie z ubiegłego tygodnia? Nie trać uważności, nie zamykaj procesu, nadal zapisuj to, czego nie chcesz.

Ćw. 2. 

Dzisiaj ćwiczenie, które poznałam kilka lat temu. Wykonywałam je przez parę kolejnych dni zauważając, że mój umysł filtruje marzenia poprzez pryzmat „to jest dla Ciebie Lidia możliwe”, a „to jest dla Ciebie Lidia niemożliwe”. Sprawdź, jak zadziała to u Ciebie. Wypisz najważniejsze aspekty Twojego życia np. relacje, finanse, zdrowie, czas wolny, dom, wygląd, ja – matka, ja – żona, ja – córka, ja – siostra i opisz je tak jak chciałabyś ich doświadczać w swoim życiu. Otwórz swój umysł, nie bądź jak ja wtedy. Opisz je tak, jak ze snu.

P.S. Wybierz aspekty ważne dla Ciebie, ja podałam tylko przykłady.

Podziel się swoimi przemyśleniami
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze
Jeśli moje teksty wnoszą do Twojego życia wartość, możesz wymienić się energią przez Suppi.pl. Dziękuję!

Nie wierz mi na słowo - sprawdź sama, czy
pisanie rozwojowe działa

5-dniowy eksperyment - "a co Ci szkodzi?"
5 ćwiczeń, które wykonasz w 10 minut i doświadczysz na własnej skórze tego,
czy pisanie jest dla Ciebie
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x