Każda z nich to iskra wzniecająca ogień o sile Thora, o ile potrafisz jej użyć

Lubię te sobotnie wiosenne poranki na balkonie. Parzę w kawiarce kawę, ubieram ciepły sweter, pod pupę wkładam poduszkę z nawiązującym do Włoch nadrukiem. Witam się z nowym dniem Buongiorno. Obstawiam stolik książkami, od niedawna również czasopismami i czytam trochę tu, trochę tam. W między czasie piszę w kalendarzu modlitwy – zawsze zaczynam od „Boże,…” cokolwiek chcę napisać: podziękować, pożalić się czy dać polecenia stwarzania. Polecam. 

W notesie piszę dłuższe teksty, zwykle 2 strony – kontynuacje modlitw, teksty automatyczne, wizje, marzenia albo piszę w jakimś konkretnym temacie. Wygrzewam tak twarz w promieniach słonecznych (mam balkon od południa) popijając kawę, która zazwyczaj zdąża wystygnąć… Mnie to nie przejmuje. Jeśli ceną za poranek na balkonie jest zimna kawa, mogę zapłacić nawet potrójnym espresso. 

Z nosem zanurzonym w słowach kreślę po stronach ołówkiem, zaznaczam fragmenty kolorowymi pisakami, wynotowuję zdania albo pojedyncze zwroty, zaginam rogi… Czerpię.

(Ach… jak cudownie jest pisać piórem po kredowym papierze WO…)

I myślę sobie, że kocham być inspirowaną.

Definicje „INSPIROWAĆ” wg WSJP:

1. sprawiać poprzez to, kim się jest, czym się jest, jakim się jest lub co się zrobiło, że ktoś odczuwa chęć do podjęcia określonego rodzaju aktywności twórczej

2. wpływać na jakieś osoby w taki sposób, że podejmują one określonego rodzaju działania

Wiele lat temu usłyszałam od swojej mentorki, że biznes inspiracyjny trudno zmonetyzować. Pisałam wtedy posty na facebooka (okazuje się, że jest ich tam blisko 700!), co sprawiało mi niebywałą przyjemność. Nie publikuję tam od 2021. Próbowałam wracać do publikowania co jakiś czas, ale moja wena odmawiała współpracy… 

To przekonanie tak bardzo odcisnęło się w mojej podświadomości, że za każdym razem, gdy snułam marzenia o życiu z pisania, natychmiast sprowadzało mnie na ziemię. Mój umysł od razu pisał opowieść o tym, że jeśli jedyne, co dajesz ludziom, to błysk, olśnienie, „o, mam podobnie”, to za mało. Za każdym razem, gdy pragnęłam skupić się tylko na pisaniu, ktoś akurat zgłaszał się do mnie po stronę www. Jakby Wszechświat mnie testował „czy jesteś tego pewna”. A ja niemal za każdym razem, nie byłam.

W każdym razie, ja nie mam najmniejszego zamiaru zmieniać swoich planów i przekształcać Twórczego Życia, w którym tak wygodnie się rozsadzam, w markę osobistą.

Na ten moment  mówię stanowcze nie schematom budowania biznesu. W mojej głowie widzę to tak: jest kartka papieru, na której spisane są te wszystkie zadania, zasady, powinności, a ja zgniatam ją w dłoniach w taką kulkę i wyrzucam do kosza z poczuciem wielkiego UF. (Boże! Jak byśmy żyli bez wyobraźni!)

Nawet sam zwrot „marka osobista” jest dla mnie too much. Ja jestem Lidia, piszę felietony, czerpię radość ze słuchania historii, a potem opisuję je tak, by więcej kobiet mogło z nich skorzystać. INSPIRUJĘ. Pragnę po prostu inspirować.

Może słyszałaś… jest taka metoda pisania książek, scenariuszy, a nawet prowadzenia biznesu, ochoczo używana w Hollywood, zwana Podróżą Bohatera. Chodzi w niej o to, że klient = bohater ma problem, który chce rozwiązać, przemierza drogę szukając remedium, na której znajduje przewodnika, który ten problem rozwiązuje, a bohater kończy historię sukcesem. Kochamy takie historie za ich pokrzepiające zakończenia, nadzieje, całą litanię poruszeń, a przede wszystkim za to, że nas INSPIRUJĄ.

Utożsamiamy się z bohaterami, którym kibicujemy, z którymi przeżywamy wzloty i upadki, zastanawiamy się, co byśmy zrobiły w takiej sytuacji lub nawet już coś podobnego mamy za sobą i motywujemy ich przed tv „no zrób to”, „powiedz jej to wreszcie”, „skręć w lewo”.

Takie opowieści to iskry wzniecające ogień działania, tworzenia, poszukiwania o sile Thora

Naprawdę często niewiele trzeba, by poczuć w sercu zew o takiej mocy, by z chwili na chwili podjąć najważniejsze życiowe decyzje…

Łapiesz zdanie od sąsiadki, która w windzie akurat odpowie na pytanie, z którym chodzisz od tygodnia. Przeczytasz nagłówek w Zwierciadle, który Cię olśni. Zygmunt Chajzer włączy motywacyjną piosenkę w radio, która obudzi lwicę: „idź na całość, idź na całość”

Inspiracje czyhają na Ciebie na każdym rogu. A ich moc transformacyjna jest potężna. Nazywają to efektem motyla?

Bycie taką poszukiwaczką skarbów, która wyłapuje ze świata iskry, to pełnoetatowa fucha. To czujność na inspirację, która może pojawić się w każdej chwili. To widzenie znaków, synchroniczności, ciągów zdarzeń.

Mnie inspiruje dosłownie wszystko! Rozkwitające kwiaty magnolii, Rozmyślania Marka Aureliusza czy wywiad z Krzysztofem Stanowskim (oh my god, naprawdę tego wysłuchałam :D). A zawsze, gdy jesteśmy gdzieś z Rodziną w terenie, zainspirowana pięknem przyrody, pytam: „No i powiedzcie mi, kto to wszystko stworzył?”. Cierpliwie czekam na dzień aż powiedzą „no Bóg to stworzył”, ale ich nie ponaglam. Natomiast swoimi odpowiedziami dostarczają mi tak wielu iskier do rozważań, że z każdego spaceru mogłabym pisać osobny list.

Wierzę, że jesteśmy tutaj też po to, by wymieniać się inspiracjami…

Każda kobieca historia może taką iskrą się stać, gdyby tylko świat o niej usłyszał. A może nawet nie cały świat, ale druga kobieta, która gdzieś tam jest na początku swojej Podróży Bohatera… Bo już mamy „to” za sobą, bo już sobie z „tym” poradziłyśmy, bo wyszłyśmy z „tego” mądrzejsze, silniejsze i duchowo bogatsze. JAKA JEST TWOJA HISTORIA?

Jeśli przemknęła przez Twoją głowę chociaż maleńka iskierka, by ją opowiedzieć, napisz do mnie. Gwarantuję dyskrecję, jeśli tego sobie życzysz. Felieton będzie  tak jak zwykle moimi przemyśleniami, ale przeplatany Twoją historią.

Jest taki moment w życiu, kiedy przestajesz szukać rozwiązań w przestworzach, bo sama stajesz się rozwiązaniem i inspiracja Ci wystarcza

Gdy przestajesz liczyć na teleportację albo Wróżkę z magiczną różdżką. Już nie chłoniesz jak gąbka, już nie ekscytujesz się tak bardzo nowo poznaną ideą ani nie skaczesz po metodach rozwojowych. Nie biegasz od mentora do mentora, bo wiesz, kim jesteś i znajdujesz odpowiedzi samodzielnie. 

To jest taki moment, gdy wystarczają Ci te iskierki. Gdy zauważasz te wszystkie bodźce od Duszy, która mówi „otwórz książkę Christiny”, „włącz piosenkę Natalii Przybysz”, „zadzwoń do Przyjaciółki” etc… etc…

I właśnie dlatego odbierasz moje listy, prawda?

Pozostawanie w otwartości na te bodźce jest gwarancją otrzymywania WSKAZÓWEK w najmniej oczekiwanych momentach.

I tego Ci z całego serca życzę!

Ja natomiast życzę sobie dzisiaj najbardziej tego, bym wreszcie rzuciła Wszechświatowi nonszalanckie „tak, jestem pewna, a co?!”. I utarła nosa tej mentorce, której pozwoliłam sobie podciąć skrzydła 😉 Nie wiem jeszcze jak to zrobię – modlę się o iskrę! 🙂 Jeśli chciałabyś natomiast dołożyć do tego swoją cegiełkę, to mam takie śmiałe marzenie – gdyby każda z moich Czytelniczek po odebraniu listu wysłała do mnie 10 zł, to spokojnie mogłabym (prawie) porzucić inne prace zarobkowe 🙂 Wspaniałego weekendu, do zobaczenia za tydzień. 

Wszystkiego, co najlepsze

Lidia

Podziel się swoimi przemyśleniami
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze
Jeśli moje teksty wnoszą do Twojego życia wartość, możesz wymienić się energią przez Suppi.pl. Dziękuję!

Nie wierz mi na słowo - sprawdź sama, czy
pisanie rozwojowe działa

5-dniowy eksperyment - "a co Ci szkodzi?"
5 ćwiczeń, które wykonasz w 10 minut i doświadczysz na własnej skórze tego,
czy pisanie jest dla Ciebie
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x