„Nie chcę zarabiać na duchowości!”
Prowadziłam samochód jadąc po Córkę do szkoły.
Miałam mocny moment w cyklu,
w którym zazwyczaj towarzyszy mi kreatywność i motywacja,
a jednak kłębiły się we mnie oporujące myśli.
Zalała mnie fala wątpliwości…
co ja sobie znów wymyśliłam z tą głębią pisania,
co to w ogóle za nazwa: Poranki Pełne Miłości,
co powiedzą ta, ta i ta, gdy to zobaczą,
na co ja w ogóle liczę – będę sobie pisać, a ludzie będą mi płacić?!
co ja sobie w ogóle wyobrażam,
po co znów kombinuję,
czemu nie będę robić tego, co jest normalne…
I nagle wykrzyczałam ze łzami w oczach:
„Nie chcę zarabiać na duchowości!”
Aż mnie mocniej wcisnęło w fotel.
Pomyślałam:
Serio, jesteś w mojej głowie?
No i się zaczęło.
Podważyłam każdą formę zarabiania kasy na rozwoju, rozprawiałam o tym, jakie to nie fair, to żerowanie na cierpiących ludziach, jak rodzi to niesprawiedliwość, że duchowość jest zarezerwowana dla bogaczy itd.
Zagotowało się we mnie.
Gdy emocje opadły, kilka tygodni później, usiadłam na kawie z tym tematem ponownie.
I wiesz co? Bardzo mnie to wszystko ROZBAWIŁO.
Wdarł się wtedy we mnie jakiś chochlik,
który podważył mnóstwo już, wydawałoby się,
przepracowanych przekonań.
Taki psikus!
Ale jest w tej historii drugie dno.
Za tym wszystkim stanął stwór OGROMNY.
Stwór potężny, o wielkich mackach.
AUTOSABOTAŻ.
Bo jest we mnie pragnienie BOGActwa.
Pisanie, że tak nie jest, byłoby słabą kokieterią.
Jednak przyznawanie się do takich pragnień nie jest łatwe.
Szczególnie nam Kobietom.
Mamy w sobie skłonność do
pomniejszania naszych marzeń,
pomniejszania naszych możliwości,
pomniejszania naszej WARTOŚCI.
I tak sabotujemy BOGactwo fałszywą skromnością.
Tymczasem mój Ukochany podsumował to mniej więcej tak:
„Dawaj ludziom to, czego oni potrzebują, oni za to płacą i wszyscy są zadowoleni.„
To takie proste!
A ja dodam: nieważne, co robisz, ale jeśli to, co robisz jest dobre, uszczęśliwia Ciebie i ludzi, którzy z tego korzystają, służy im, to rób tak dalej i przyjmuj wdzięczność w postaci pieniędzy. AMEN.
I tak na koniec końców:
Ja chochliki dopuszczam do głosu, bo dzięki nim namierzam z laserową precyzją to, co jest do zmiany, a następnie przepisuję na papierze. A im większe emocje wzbudzają wkradając się w sypialniane dyskusje, tym lepiej
Wszystkiego, co najelepsze
Lidia

