Trafiłam parę dni temu na rolkę, w której dziewczyna odpowiadała na komentarz zarzucający jej ciągłe zmiany koncepcji. Słusznie odpowiedziała, że ją z kolei dziwi to, gdy ktoś się nie zmienia, gdy nie weryfikuje swoich poglądów, gdy tkwi w tych samych ideach przez wiele lat.
Nie drążyłam tematu, dociekając, kto ma rację. Jednak pomyślałam, że kobiety uwieszają się na swojej mentorce, traktują za wyrocznie to, co mówi, jednocześnie zapominając, że mentorka to też człowiek. Bez względu na to, jak idealnie by siebie nie przedstawiała i jak doskonale by jej koncepcje z nimi współgrały, to ona ma prawo je modyfikować. Nie pokazuje to jej „chwiejności”, pokazuje to, że cały czas się rozwija, poznaje siebie, pozwala sobie na olśnienia, że DAJE SOBIE PRAWO DO ZMIAN.
Budowanie swojego postrzegania świata na podstawie idei jakiejś przewodniczki niesie ze sobą różne niebezpieczeństwa… Ja dzisiaj nie chcę się w to zagłębiać, bo to jest potężny wielowymiarowy temat. Ale chciałabym zwrócić Twoją uwagę na jedno zagrożenie, a mianowicie zakłócenie łączności Ty – intuicja. Objawia się to tym, że płynąc na fali pięknych idei przestajesz słuchać głosu swojej wewnętrznej mądrości, a wynosisz na piedestał to, co słyszysz, bez filtrów. Ja parę razy tak popłynęłam i choć nie patrzę na to w kategorii błędów, to dzisiaj wiem, że łatwo można da się oczarować obietnicom życia usłanego różami, kiedy ktoś cierpi.
Cierpienie motywuje do szukania remedium, ale jeśli te poszukiwania sponsoruje syndrom ofiary, to zazwyczaj odnajduje się plaster, a nie lek.
Wracając do tematu zmian, to ja wielokrotnie zmieniałam swoje poglądy, wielokrotnie przekształcałam swoje podejście do różnych tematów, wielokrotnie traciłam w coś wiarę po to, by obdarować ją inne filozofie. Nigdy nie bałam się dzielić swoimi olśnieniami. Wręcz przeciwnie – gdy czułam poruszenie, to mogłam opowiedzieć o tym całemu światu. Owszem, bywało tak, że świat odpowiadał na nie: „a mówiłaś, że…” jakby chciał mi wytknąć tę zmianę, ale ja się nie zrażałam.
Usłyszałam kiedyś takie zdanie: „bądź zafascynowana swoim rozwojem”.
Bądź zafascynowania samo-poznawaniem siebie, zdejmowaniem kolejnych warstw, odkrywaniem prawdziwej siebie. To jest DROGA ZMIANY. Droga nieustannych zmian, które czasem dzieją się nawet z dnia na dzień. Przeczytasz fragment książki, obejrzysz wywiad, ktoś powie do Ciebie jedno zdanie i wywraca się Twoje postrzeganie. Czy to jest złe? Czy ktoś ma prawo mieć do Ciebie pretensje, że kiedyś wczoraj mówiłaś tak, a dzisiaj coś innego?
Mam wrażenie, że takie kurczowe przywiązanie do wyznawanych wartości i duma płynąca z ich nieprzemijania, jest domeną startego świata. Takiego, w którym doceniane było podążanie wydeptanymi ścieżkami. W którym jak się coś powiedziało, to już na amen się przykleiło do człowieka. Jasne, są pewne elementy, które powinny być w nas stałe, ale…
Ja widzę nowy świat jako dynamiczną zmianę, która potrwa tak długo aż człowiek przypomni sobie o swojej Boskości, aż dokopie się do tej esencji, którą jest i poczuje prawdziwą ulgę, że zawsze wszystko było takie jakie miało być. A najbardziej fascynujące w tym jest to, że zostałyśmy zaopatrzone w w pełen wachlarz możliwości, którędy pójść.
I z tą myślą Cię dzisiaj zostawiam.
DO NOTESU:
- Co to znaczy „zmieniać się”?
- Dlaczego nie mogę się zmieniać?
- Dlaczego ludzie się nigdy nie zmieniają?
- A jeśli zmiana to jedyna pewna, to co wtedy?
- Jaka jest moja droga zmiany?
- A jeśli droga samopoznania jest sensem w sobie, to co wtedy?
- Jak bardzo już się zmieniłam? Co już zrobiłam dla siebie przez te lata w rozwoju?

