Kiedyś pracowałam bardzo dużo, brałam na siebie zbyt wiele, pozwalałam Klientom wchodzić na głowę.
Sporo wysiłku włożyłam w to, by stworzyć moją codzienność na nowo.
Codzienność, w której pracuję w zgodzie z moim rytmem.
Codzienność, w której na wszystko mam czas i przestrzeń.
Codzienność, w której czerpię przyjemność z pracy.
TAK, TO STAN ZADBANIA O SIEBIE.
I wiesz… przez ostatnich kilka tygodni byłam niemal ciągle w pracy.
Moja głowa zaczęła buzować od nadmiaru obowiązków.
Nie wyrabiałam, a przyjmowałam nowe.
Bo wiesz… kasa, opłaty, święta, przyjemności…
Moja pełna spokoju codzienność stała się torem wyścigowym formuły 1.
Tłumaczyłam się przed Rodziną tym, że…
„jestem zmęczona, bo wcześnie wstaje”,
„nie mam czasu, bo Klientki czekają”,
„muszę dotrzymywać obietnic”.
TAK, DOPROWADZIŁAM SIBIE I MOJĄ CODZIENNOŚĆ DO STANU ZANIEDBANIA.
Czułam w sobie wielki pośpiech, lęk przed rozczarowaniem Ludzi, a jednocześnie złość na siebie, że zarabiam zbyt mało, na Męża, że każe mi wyłączać komputer, na Córkę, która chce się bawić.
Aaaaj…
Obudziłam się dzisiaj o 6.12 i do 7.35 zrobiłam jedną rzecz, w dodatku źle.
I tupnęłam nogą – tak nie może być.
Wzięłam notatnik, mój jagodowy długopis i zaczęłam w strumieniu świadomości pisać.
Wiesz, co się okazało?
Że całe to SIEBIE ZANIE-DBANIE jest tylko i wyłącznie we mnie.
To ja wpędzałam siebie w stan niepokoju i wyścigu samej ze sobą.
Intuicja przypomniała mi o tym, że mój chaos na zewnątrz jest tylko odbiciem chaosu wewnątrz mnie.
Zatem…
WYCISZYŁAM się, ODPUŚCIŁAM sobie, WYLUZOWAŁAM.
I jestem z powrotem.
Co za ulga.
W mojej czasoprzestrzeni pełnej lekkości.
Teraz, patrząc z perspektywy obserwatora całej tej sytuacji, czuję za nią dużą wdzięczność. Wytłuściła mi nowe przekonania do uzdrowienia i stworzyła listę zasad, która będzie wspierać mnie i moje Klientki w naszej współpracy.

