Jako nastolatka widziałam swoją przyszłość zupełnie inaczej.
Miałam wizję elegancko ubranej bizneswoman, która żyje bardzo aktywnie.
Miałam marzenia o wielkim świecie, wielkich czynach, wielkich sukcesach.
Ta wizja nigdy się nie zrealizowała
Bo tak naprawdę nie była dla mnie.
Moja podświadomość tkała dla mnie inną rzeczywistość.
Niekoniecznie taką jakbym sobie życzyła.
Ta uszyta przez mój self-concept wzbudzała we mnie poczucie niesprawiedliwości, byłam obrażona na Siłę Wyższą:
„dlaczego mnie to spotyka”,
„czym sobie na to zasłużyłam”,
„czemu właśnie ja”?
Jednak…
Dzisiaj jestem mądrzejsza o całe mnóstwo doświadczeń,
mam zrozumienie dla ludzi, którzy mnie zranili,
mam czułość wobec siebie.
To, co nie jest mi już potrzebne odpada.
Dzisiaj kocham moją slow rutynę z dnia na dzień.
Nie potrzebuję listy zadań do odhaczenia, by czuć, że żyję.
A ubieram się wygodnie i bez nadęcia.
Hmm… wciąż jest we mnie wiele z tamtej dziewczyny.
Wciąż mam wielkie marzenia.
Wciąż mam pragnienie pozostawić tutaj ważny ślad.
Wciąż mam odwagę snuć wizje pełne rozmachu.
I wiesz, dzisiaj, gdy tak pisałam o swoich różnych blokadach, przyszło do mnie pytanie:
„Lidia, przyjrzyj się swojej drodze do teraz, co widzisz?”
Zamknęłam oczy i zobaczyłam wszystkie kluczowe wydarzenia.
Te dobre, ale i te pełne bólu.
Otworzyłam oczy i doceniłam bardzo to, jakie „dziś” stworzyłam.
Rozpoczęłam dzień z wielkim entuzjazmem.
Bo choć mam w sobie jeszcze wiele przekonań, które mnie zatrzymują, to wiem, że skoro dotarłam do tego miejsca, mogę dotrzeć i do kolejnego.
Cóż… wszystko to wypisałam w swoich notatnikach.
Wypisywałam to nawet wtedy, gdy nie wierzyłam, że to się spełni.
A się spełniło.
Dla mnie to fascynujące.
Wszystkiego, co najlepsze
Lidia

